Dlaczego.. ?
Dlaczego tak jest, że w życiu często się wali? Czamu pięknie może być tylko w bajkach? Skoro to my jeśteśmy panami losu to dlaczego nie potrafimy ulepić rzeczywistości tak by była piękna, kolorowa i dobra nie tylko dla nas a też dla otaczających nas ludzi? No właśnie, ludzie. Zmieniając temat. Coraz częściej patrząc na nich tracę wiarę w człowieczeństwo, coraz częściej dostrzegam w nich pozbawione sumień, serc, dusz i szczerości bestie. Potwory, te duże i te mniejsze, potworki żerujące na cudzej krzywdzie, upajające się cierpieniem innych, straszne. Nie mijam już pogodnych, roześmianych twarzy, zero działań w trosce i z myślą o innych, a nawet jeśli spotkam taką jedną osobę na milion to jednak w jej oczach widać rządze krwi, pragnienie cudzego bólu.
Co się ze mną dzieje?! Jeszcze niedawno byłam pełną optymizmu dziewczynką, a dzisiaj? Dziś już sama nie wiem kim a może czym jestem. Może też jestem jedną z tych dzikusów hasających bezkarnie po ulicach miast w poszukiwaniu kolejnej ofiary mej nieposkromionej natury, a może jednak jestem bezbronną zwierzyną w sieci kłamstw jaką plecie to okrutne społeczeństwo? nie wiem, nie wiem też co się stało z tym optymizmem, nie wiem co się stało z uśmiechem, nie mam też pojęcia co z moim sercem. Nie znam już samej siebie, a może " Wszystko jest fikcją - Ja również " ? Przeraża mnie rzeczywistość i dziś śmiało mogę się do tego przyznać. Nie należy mówić o tym, że jest się słabym, ale ja jestem. Jestem silna ale tylko ciałem, moje serce płacze krwią a oczy zachodzą mgłą, a ta mgła to nic innego jak rozpacz która zabija mnie od środka niszcząc każde pozytywne uczucie, każdy uśmiech, objaw radości. Co z tego, że twardo stoję na nogach pewnie krocząc po ziemii skoro moje serce wraz z duszą umiera? Tracę resztki sił do walki, walki z tym bezwzględnym światem, z tym okrutnym i niesprawiedliwym losem jaki mnie spotkał. Często sobię myślę, że będzie dobrze i jeszcze nie raz ujrzę promienie słońca, gorące niczym lawa, ale gdy te myśli mnie dopadają, po moich policzkach zawsze spływają słone krople. Niby to słoneczko często świeci, ale nie dla mnie, jestem niczym zamknięta w szczelnym pudełeczku do którego nie może się nic wedrzeć. Jestem zagubiona w swej rozpaczy, ciągle szukam sensu bycia i nie potrafię go odnaleźć. Dlaczego? Bezsensowne kłótnie, wieczne awantury. Czy to wszystko jest warte miliona wylewanych łez każdego wieczoru, każdej nocy, każdego poranka? Siedzę w objęciach swej samotności, posiadam tylko ją. Już nie wiem czy jest mi z nią dobrze, powoli przestaję czuć i jedyne co czuje to żal i gniew, to dwa najmocniejsze uczucia jakie mi ostatnio towarzyszą. Kolejna łza ciska się do moich oczu zaciskając na mej szyi pętle, świat wariuję i powoli zwalnia, tak samo jak moje malusieńkie serduszko, ono przestaje bić. Nieustannie potykam się o własne błędy, niby to one nas uczą jak żyć, ja wiecznie przegrywam a nadal nie wiem nic, nic nie potrafię, w tym całym zgiełku codziennego życia już nawet zapominam jak się oddycha. Gdzie jest to szczęście trzymające mnie za ręke, gdzie? Chciałabym je w końcu odnaleźć, odszukać na nowo i poczuć jego smak. Kurwa, pogubiłam się, tak wiele chciałam napisać, rozpisałam się strasznie, a tak na prawdę nie napisałam niczego..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz