Anioł..
To był jeden z gorących, letnich dni. Dzień jak co dzień, godziny, tak jak zwykle, niesamowicie się dłużyły, światło dzienne boleśnie ją raniło, a śpiew ptaków już nie działał na nią tak jak niegdyś, parę lat temu. Dziś rozrywał jej zszarpane serce na tysiące a może miliony maleńkich kawałeczków. Jak każdego poranka, tak i dziś, siedząc na łóżku z podkulonymi nogami trzymała w dłoni kubek pełen mlecznej kawy. Upijała to swoje mleczne niebo dość długo. Biorąc kolejny, niewielki łyk kremowej cieczy, rozkoszowała się jej smakiem niczym degustator. Między jednym a drugim łykiem, wkładała do ust odpalonego papierosa i łapczywie zaciągała się jego dymem. A robiła to w taki sposób, jakby wierzyła, że ta trucizna coś jej przyniesie. Siedząc tak, tradycyjnie wlepiała swoje obolałe, opuchnięte i przekrwione od płaczu oczy w sufit. Tego dnia wyjątkowo nie rozmyślała o przeszłości, nie myślała też o tym co wydarzy się jutro. Obserwowała spokojnie cztery ściany z którymi rozmawiała każdej nocy, z którymi dzieliła swoje smutki i jakiś czas temu również swoje radości. Skierowała swój wzrok na napis, który zrobiła dzień wcześniej. Czytając " Wszystko jest fikcją, Ja również...". Odpłynęła myślami do swego własnego wymiaru, do innego świata, do raju który tworzyła od miesiąca w swojej głowie, zamknięta szczelnie w swym pokoju. Zanurzyła się w nim tak głęboko, że z transu wyrwał ją dopiero żar z papierosa który opadł na jej nagie uda, delikatnie ją parząc. Wtedy niebo gwałtownie poszarzało. I choć miała zasłonięte okna, mogła dostrzec tę diametralną zmianę, która nastała na zewnątrz. Z ciekawości, choć niepewnie, zbliżyła się do zasłon i powoli je odsłoniła. Jej oczom ukazał się przerażający obraz, jednak w niewyjaśniony sposób sprawił, że przez chwilę poczuła się na prawdę wolna, a na jej bladej z wykończenia i z braku snu twarzy pojawił się na moment łagodny, delikatnie zachwiany uśmiech. Po niebie wędrowały jasne światła, przez chwilę pomyślała, że kolory świata uciekają ku obłokom, tak to zresztą wyglądało. Otworzyła okno znajdujące się na poddaszu, wychyliła przez nie na przód głowę, następnie prawą dłoń w której trzymała papierosa i zapalniczkę, w następnej kolejności wystawiła na zewnątrz prawą nogę aż w końcu całe jej drobne ciało znalazło się na dachu. Niczym kot wspinała się coraz wyżej i wyżej, zjeżdżając co chwilę w dół o kilka centymetrów i zdzierając sobie przy okazji nagie stopy. W końcu dostała się na sam szczyt. Usiadła przytrzymując się dachu wychudzonymi i osłabionymi dłońmi a następnie uniosła wzrok ku górze i z dziecięcą fascynacją obserwowała światła tańczące nad domami w rytm grzmotów. Nastała niespokojna cisza, dziewczyna wsadziła do ust papierosa i odpaliła go, cierpliwie czekając na kolejne, niespotykane na co dzień paranormalne zjawiska. Czekała na nie jak na cud, cud który według niej miał być dla niej zbawieniem, początkiem czegoś nowego, czegoś lepszego od tego z czym dotychczas musiała się nieustannie zmagać. Mijały sekundy, minuty a wokół niej panował niebezpieczny spokój. To była tak zwana cisza przed burzą, jednak ona jeszcze tego nie wiedziała. Dopaliła do końca papierosa, ledwo wystrzeliła przed siebie żarzącego się jeszcze kiepa a przez sam środek granatowego nieba przebiegł jasny piorun rozbijający się we wszystkich kierunkach. Nie dłużej niż kilka sekund później z nieba polały się chłodne, duże na wielkość grochu krople deszczu. Dziewczyna zamknęła oczy pozwalając by jej twarz obmył chłodzący potok z nieba, jednocześnie marząc o skrzydłach i o tym, by wznieść się teraz na nich ku górze, nie zważając na warunki, na rzeczywistość, na nic.. Przez jej mokre ciało przebiegł jakiś niespokojny dreszcz, gwałtownie otworzyła oczy, czując, że jej dłonie osuwają się w dół, a ręce zginają się w łokciach. Pośród melodii jaką wystukiwał deszcz obijający się o dach, na spółę z wiatrem otulającym jej na wpół nagie ciało i syczącym cichutko w jej uszach, usłyszała przerażające lecz jednocześnie podniecające "psssyt..." Zwróciła głowę w stronę dźwięku jaki przed chwilą usłyszała i ku jej wielkiemu zdziwieniu jej oczom ukazała się niewielka, delikatna postać czarnego anioła. Anioł uśmiechnął się do dziewczyny, z takim dziwnym, szatańskim błyskiem w oczach. Następnie gestem dłoni przywołał ją do siebie. Dziewczyna przez krótką chwilę zastanawiała się, czy ruszyć w stronę zjawy, czy może uciekać jak najprędzej w przeciwnym kierunku. Coś jednak pchało ją ku maleńkiej postaci. Może to był ten strach przed nieznanym? W końcu dziewczyna przecież tak dawno niczego nie czuła. Nie czuła radości, lęku. Nawet z czasem przestawała odczuwać ten przygnębiający ból który nieustannie był przy niej, choć powoli o nim zapominała, przyzwyczajała się do niego. Chciała w reszcie coś poczuć, więc powoli i uważnie zbliżała się do magicznej postaci. Im bardziej się do niej zbliżała, tym mocniej odczuwała tętniące od Anioła ciepło. Jednocześnie wyraźniej widziała szyderczy uśmiech na jego twarzy, który stopniowo wyginał się do góry i stawał się być coraz straszniejszym. Gdy dziewczyna zbliżyła się do diabła ukrytego pod postacią anioła na długość dłoni, poczuła coś, czego nigdy wcześniej nie czuła. Coś, czego nie chciała czuć. Trudno byłoby nazwać to lękiem, to nie była obawa. To było coś na kształt przeczucia, że za moment wydarzy się coś, co będzie jej najgorszym lub najlepszym a za razem najpiękniejszym przeżyciem."Przeżycie"najfatalniej dobrane słowo, najmniej odpowiadające temu, co zdarzyło się chwilę później. Dziewczyna pomyślała, że jednak nie jest gotowa na taki 'ruch'. Jak niczego innego, teraz pragnęła się wycofać, wrócić do okna i zaszyć się na nowo w którymś kącie swego pokoiku. Zamknęła oczy i zrobiła w tył zwrot, złapała głęboko w płuca odrobinę świeżego powietrza, z nadzieją, że gdy otworzy oczy świat odzyska swe utracone przed chwilą barwy. Policzyła w myślach do trzech. Uśmiechnęła się, zupełnie tak, jakby ten uśmiech miał być zbawieniem tego świata. Otworzyła swe przemęczone oczy które w momencie się przeszkliły, a po jej wymarzniętych policzkach spływały gorące łzy, jedna za drugą. To nie był smutek, to był objaw przerażenia. Albowiem otwierając oczy, czarny anioł znalazł się na wprost niej, nie wiadomo skąd. Trwali tak oboje, twarzą w twarz przez dłuższą chwilę. Serce dziewczyny zaczęło bić przeraźliwie szybko, na moment nawet zapomniała o tym, że musi oddychać, przez moment nie łapała powietrza, była tak jakby.. sparaliżowana. Nie mogła krzyczeć, ruszyć żadną częścią swojego ciała, nie mogła zamknąć oczu. Pragnęła teraz tylko się obudzić, pragnęła tego, bo wmawiała sobie, że to tylko zły sen, że to nie dzieje się na prawdę. Bezsensownie oszukiwała samą siebie. W pewnym momencie zjawa przechyliła głowę w bok, przymrużyła lekko oczy i cichutko, piskliwym, przerażającym lecz jednocześnie kojącym głosem powiedziała" Boisz się ". W tym momencie dziewczyna stopniowo zaczęła odzyskiwać władzę nad swoim ciałem, zaczęła łapać oddech, a jej niestabilny rytm serca zaczął się uspokajać. Zamknęła oczy nie chcąc widzieć tego przerażającego obrazu. I przez zamknięte powieki przeciskały się jej kolejne słone krople. Znowu usłyszała głos czarnego anioła"Czy z twoich oczu pada deszcz?". To pytanie zadziwiło dziewczynę i jakby spokojnie otworzyła oczy odzyskując w pełni kontrolę nad swoim ciałem. Objęła się samodzielnie dłońmi, których już praktycznie nie było, ogrzewała nimi swe zmarznięte plecy przez które nieustannie przebiegał zimny dreszcz."Nie, to są łzy..”. Odpowiedziała nieco obojętnie. Nagle strach który przed chwilą ją opanował uleciał z jej ciała, umysłu. Zniknął nawet z jej twarzy."Łzy? a czym są łzy?". Zapytał kolejny raz skołowany anioł." Widzisz, łzy to są tak jakby ludzkie emocje, emocje których nie potrafimy wyrazić słowami ani żadnym gestem. Mówi się, że ktoś daje upust swym emocjom. Jedni robią to skacząc i śmiejąc się wniebogłosy, drudzy rozwalając wszystko co spotkają na drodze, a jeszcze inni, Ci cholernie wrażliwi, tak jak ja, robią to właśnie płacząc. Płaczę jak jest mi źle. Kiedyś płakałam również wtedy, gdy byłam na prawdę szczęśliwa. Jednak pierwszy raz zdarzyło mi się płakać ze strachu.. "Zjawa spojrzała na dziewczynę w dziwny dla niej sposób, nie potrafiła by wtedy opisać tego spojrzenia które czuła na całym swoim ciele."A teraz nauczyłaś się nie płakać z tego twojego szczęścia?". Poleciało kolejne pytanie. Z każdym kolejnym dziewczyna zaczęła zapominać o tym co wydarzyło się przed chwilą. Nie pamiętała już jak to jest z kimś rozmawiać. Chyba było jej dobrze, że może zamienić kilka zdań z postacią którą ujrzała, nawet jeśli ta postać miała być tylko wytworem jej wyobraźni."Gdybym tylko jeszcze raz, chociaż jeden raz mogła poczuć to szczęście.. Nie nauczyłam się powstrzymywać łez radości, jednak każdego dnia uczę się powstrzymywać łzy bólu, żalu i rozpaczy, które nieustannie cisną się do moich oczu na skutek utraconego szczęścia..”. Kończąc to zdanie dziewczyna spuściła głowę w dół, spojrzała na swoje dłonie, nie wiedząc czemu zaczęły krwawić. Ten intensywny, czerwony kolor jej krwi był bardzo widoczny, był to jedyny kolor który mogła teraz dostrzec na tym czarno-białym świecie. Nie zastanawiała się dlaczego tak jest, dlaczego widzi kolor swojej krwi wówczas gdy wszystkie barwy gdzieś przepadły. Ale zaczęła się zastanawiać, dlaczego cały świat się zatrzymał. Po niebie nie krążyły już jasne światła, ludzie stojący w oknach zamarli w bezruchu, drzewa które przed chwilą tańczyły na wietrze teraz jakby stały się zimnymi posągami, niezdolnymi do jakiegokolwiek przemieszczenia się. W tym momencie zjawa posmutniała, chociaż nigdy wcześniej nie odczuwała smutku czy też współczucia, wypowiedziała słowa których nigdy wcześniej nie słyszała, nigdy wcześniej nie miała okazji ich użyć. Nie miała pojęcia skąd zna te słowa, jednak nie wiedząc czemu, doskonale znała ich znaczenie. Powiedziała tylko"Bardzo mi przykro.."nic więcej. Następnie swoje kruche dłonie położyła na ramionach dziewczyny, a ta poczuła takie niesamowite ciepło zmieszane na pół z przerażającym zimnem.. [..]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz